+ 48 720 22 00 77 noemi@coach.sex

Od czasów premiery „50 twarzy Greya” BDSM nie jest już w Polsce takim tabu, jakim było kiedyś. Ludzie zaczynają powoli otwierać się ze swoimi nietypowymi preferencjami albo po prostu eksperymentować w sypialni, wzbogacając tak zwany waniliowy seks (waniliowy czyli bez pikanterii, „normalny”) elementami dominacji i sadyzmu.

Jak zatem bezpiecznie rozpocząć swoją przygodę z BDSM?

Co to znaczy BDSM?

BDSM to specyficzny skrót, bo w czterech literach zamyka się aż sześć słów ułożonych w trzy pary:

  • Bondage & Discipline (krępowanie i dyscyplinowanie)
  • Domination & Submission (dominacja i uległość)
  • Sadism & Masochism (sadyzm i masochizm)

Co ważne, nie trzeba praktykować wszystkiego! Możesz sobie wybrać to, na co masz ochotę, w takim nasileniu i w takiej częstotliwości, jaka Tobie odpowiada.

Podstawowe założenia BDSM

Nie wszystko, co jest sadomasochistyczne, to BDSM. Przykładowo – tu polecę skrajną kontrowersją – twórczość słynnego markiza de Sade nie spełnia podstawowych wymagań, jakie stawiam praktykom BDSM. Jakie one są?

Tu znowu przyjrzymy się kilku skrótom.

SSC: Safe, Sane, Consensual – bezpiecznie, świadomie, konsensualnie. Od tego wyszła społeczność kinksterów w Ameryce wiele lat temu i na samym początku tego właśnie warto się trzymać. Dbaj o bezpieczeństwo zabaw, o bawienie się świadomie (czyli między innymi na trzeźwo!) i za zgodą wszystkich zaangażowanych w zabawę stron.

Dużo osób krytykowało te założenia jako zbyt radykalne i w ten sposób powstał kolejny skrót:

RACK: Risk Aware Consensual Kink – świadomy ryzyka konsensualny kink (kink to zbiorcze określenie wszystkich aktywności ze spektrum BDSM i fetyszy). To założenie dobre dla osób lubiących ostrzejsze zabawy, gdzie można się bawić bezpieczniej, ale nie bezpiecznie. Przykładowo przy podduszaniu osoba może dostać ataku paniki albo stracić przytomność – miej tego świadomość i miej świadomość, jak należy zareagować w takiej sytuacji. Część ludzi mówi, że ryzyko jest zawsze. Mniejsze lub większe, ale jest. Wykluczenie „sane” ma związek z psychopatologicznymi skojarzeniami.

Stosunkowo niedawno pojawił się czwarty skrót, który uwzględnia więcej aspektów bezpieczniejszego BDSM:

CCCC (4Cs): Caring, Communication, Consent, and Caution – troska, komunikacja, zgoda i ostrożność/rozwaga. Skrót ten nie jest jeszcze szczególnie popularny, dużo osób o nim nie słyszało lub zaledwie mgliście go kojarzy, ale trzeba przyznać, że dobrze oddaje to, co ważne w BDSM. Moim zdaniem – najlepiej.

Jak widzicie, zgoda (consent) jako jedyna pojawia się zawsze. To bardzo znamienne i właśnie dlatego uważam, że markiz de Sade nie pisał BDSM: sadystyczne rozrywki opisane w jego dziełach nie uwzględniają tego aspektu.

Kiedy będziesz realizować swoje kinki, pamiętaj o tych założeniach. Upewniaj się, że druga osoba pragnie tego, co Ty zamierzasz jej zrobić, troszcz się o siebie i o pozostałych uczestników zabawy, rozmawiaj o wszystkim przed zabawą i po niej oraz komunikuj ważne rzeczy na bieżąco (za chwilę omówię safeword, zaś komunikacji jako takiej poświęcę osobny tekst) i bardzo uważaj podczas ryzykownych aktywności.

Czym jest safeword?

Słowo bezpieczeństwa, czyli safeword, to nieodłączna część większości zabaw BDSM. O ile „nie, proszę, przestań” może być widziane jako podkręcający atmosferę element gry, o tyle ustalone zawczasu słowo bezpieczeństwa powinno jednoznacznie komunikować, że coś jest nie tak.

Część osób używa dwóch słów bezpieczeństwa: jedno z nich oznacza „zbliżam się do granicy, uważaj”, a drugie „natychmiast przerwij”. Inni – tylko tego ostatniego. Popularna jest sygnalizacja świetlna: kody „żółty/pomarańczowy” (=”jestem blisko granicy”) i „czerwony” (=”przerwij zabawę”) są intuicyjnie rozumiane. Polecane są także absurdalne słowa, których nie użyjesz przypadkiem, na przykład „hipopotam”. Osobiście używam prostego słowa „stop”, które jest dla mnie najbardziej oczywiste oraz działa zarówno po polsku,  jak i po angielsku. Tak też można.

Nie należy narzucać osobie bottom (pasywnej; uległej; masochistycznej) słowa, które nie jest dla niej intuicyjne. Wtedy skupi się na tym, by je pamiętać, a nie na zabawie.

Pro tip: Co, jeśli osoba jest zakneblowana i nie może mówić? Wtedy należy ustalić gest bezpieczeństwa: energiczne pokręcanie głową, uniesienie rąk do góry, wypuszczenie z dłoni czegoś dźwięczącego (np. kluczy) itp.

Jak ustalić spójne preferencje? I skąd czerpać inspiracje?

Część osób wchodzących w świat BDSM może mieć problem „no dobrze, to co właściwie możemy robić?”. Odpowiedź „wszystko!”, jakkolwiek całkiem trafna, nie jest zbyt pomocna.

Dlatego warto poszukać inspiracji – zarówno w sobie (o czym fantazjujesz? co cię kręci? o czym marzysz, żeby to zrobić?), jak i na zewnątrz. Dobrym źródłem są filmy pornograficzne (ze względu na dobre warunki pracy osób je tworzących, zwłaszcza aktorów i aktorek, polecam oglądać je z legalnych źródeł. Pornhub i inne -tuby nie są legalnymi źródłami), w tym przede wszystkim te z wytwórni Kink.com. Możesz też skorzystać z nieśmiertelnego Google, BDSMlr.com (zastąpił Tumblra), z literatury erotycznej, a także z książek. Jeśli chodzi o niebeletrystykę, na polskim rynku prym wiodą „Inna rozkosz”, „50 twarzy przyjemności” i seksnegatywna „Chuć” Depki i Wanat. Beletrystyki z kolei ukazało się w ostatnich latach tyle, że trudno nadążyć, a ze starszych tytułów popularna jest zwłaszcza „Trylogia Śpiącej Królewny” Anne Rice (tak, tej od „Wywiadu z Wampirem”).

Refleksje co do własnych preferencji ułatwia słynny BDSM Test zamieszczony tutaj. Odpowiadasz na pytania, a test mówi Ci, co lubisz i kim jesteś na scenie BDSM oraz w jakim stopniu. Nawet tłumaczy pokrótce dane pojęcia…

W Polsce mają też miejsce warsztaty BDSM i imprezy tematyczne dla miłośników kinku z pokazami. To opcja dla śmielszych. Warto sprawdzać na bieżąco ofertę Instytutu Pozytywnej Seksualności, a także zakładkę Events na międzynarodowym portalu społecznościowym dla kinksterów, Fetlife.com. W ogóle Fetlife to niewyczerpane źródło inspiracji: artykuły, zdjęcia, filmy, dyskusje, listy fetyszy i – przede wszystkim – osoby w temacie. Co ważne, Fetlife nie jest portalem randkowym. Owszem, ludzie poznają się na nim i umawiają na wspólne zabawy, ale nie jest to główny cel portalu

Inną, popularną metodą zbierania inspiracji, jest checklista BDSM. To tabelka, w której znajdziesz różne aktywności i w której możesz oznaczyć swój stopień zainteresowania daną czynnością oraz czy masz w tym doświadczenie. Mnóstwo takich checklist znajdziesz w Google. To dobra forma dostarczenia osobie Dominującej informacji na temat Twoich preferencji i woli, by poszerzać repertuar aktywności.

Pro tip: Jeśli wypełnisz taką checklistę i osoba, z którą pragniesz się bawić, również wypełni swoją, możecie następnie porównać aktywności i znaleźć takie, których wspólnie pragniecie.

Osoby bardziej doświadczone zwykle podają ulubione aktywności z głowy. Ale jeśli jest ich dużo, warto mieć gdzieś listę.

Pro tip: Możecie znaleźć nie tylko takie aktywności, których jesteście gorącymi fanami lub które chcecie wspólnie wypróbować, ale także takie, które jesteście w stanie realizować specjalnie dla drugiej osoby – w ramach poświęcenia lub kary (osoba uległa) lub nagrody (osoba dominująca).

Granice, czyli bez świadomości tego ani rusz

Oprócz rzeczy, które chcesz robić, niezmiernie istotne w BDSM są także rzeczy, których nie chcesz robić. Czyli granice.

Rozróżniamy granice twarde (hard limits) i miękkie (soft limits). Twarde granice to takie, których – na chwilę obecną – nie chcesz robić nigdy w życiu, z nikim i za żadne skarby. Miękkie – to takie, na które ewentualnie możesz się zgodzić, ale pod pewnymi warunkami. Na przykład tylko w formie ostatecznej kary, albo wyłącznie czasami, albo tylko z osobą X, albo tylko przez chwileczkę i w bardzo niewielkim nasileniu.

Jeśli ktoś nie szanuje Twoich granic, nie baw się z nim. Dotyczy to zarówno osób uległych (masochistycznych), jak i dominujących (sadystycznych). Nie ma sensu zabawa z uległym, który domaga się ciągle seksu analnego, jeśli Ciebie jako osobę dominującą ta forma seksu odpycha.

Respektowanie granic drugiej strony to kwestia zarówno szacunku do drugiej strony i troski o nią, jak i – często – bezpieczeństwa. Wiele granic wynika bowiem z ograniczeń zdrowotnych, i mam tu na myśli zarówno zdrowie fizyczne, jak i psychiczne. Ponadto złamanie granic (lub, skoro przy tym jesteśmy, zignorowanie lub niewypowiedzenie słowa bezpieczeństwa) może Wam ogromnie zaszkodzić. Brak zgody to przemoc – intencjonalna lub niezamierzona, ale odczuwana w skutkach praktycznie tak samo.

Pro tip: Początkująca osobo bottom, nie próbuj być ambitna i dzielna. Nie znoś więcej niż możesz. Oni – ludzie po drugiej stronie bata – tego nienawidzą, bo rozumieją, że w ten sposób szkodzisz i sobie, i Waszej relacji, i im samym (stawiasz ich w roli sprawcy Twojej krzywdy).

Granice bardzo warto spisać, a jeśli masz problem z mówieniem lub tolerowaniem safeworda, mów o tym wprost przed zabawą.

Czy potrzebuję inwestować w drogi sprzęt?

Nie, do podstawowych zabaw nie potrzebujesz – w zupełności wystarczą Wasze ciała i rzeczy codziennego użytku. Zamiast kajdanek możesz użyć szaliczka, zamiast pejcza – paska do spodni albo kabla (boli!), obrożę możesz kupić w sklepie zoologicznym (wyjdzie taniej), packę zastąpi niewielka deseczka do krojenia (aua!).

Wiele zabaw wymaga raczej fantazji niż drogich zabawek z sex shopu: uwielbianie butów osoby Top, służenie jako mebel, jedzenie jak piesek z miski postawionej na podłodze, spanie na podłodze, aportowanie piłeczki, opowiadanie się z realizowania codziennych obowiązków…

Ale już na przykład liny dobrze mieć specjalne (nie z Castoramy, bo tną skórę: owiń sobie taką wokół nadgarstka i zacznij się szamotać, to da Ci lekki przedsmak tego, co czeka osobę związaną w trakcie zabawy), obowiązkowo uzupełnione fachowymi nożyczkami ratowniczymi, które nie poranią skóry. Czasami coś pójdzie źle i wtedy trzeba natychmiast uwolnić osobę związaną: liczy się każda sekunda.

Profesjonalne bondage wymaga też podstawowej znajomości anatomii (gdzie najprawdopodobniej biegną główne nerwy, tam nie powinno być liny; uważamy na niedokrwienia i utratę czucia), która jest też ważna przy spankingu (nie bijemy w nerki!!!), a nawet przy policzkowaniu (przypadkowy cios w ucho grozi utratą słuchu).

Dodatkowo wielu zabawek lepiej nie kupować tanio, w wykonaniu firmy no name. Przykładem niech będzie sprzęt do zabaw z elektrycznością. Za nic na świecie nie ryzykowałabym podróbką z AliExpressu. Ale już prosty knebel z tandetnym wykończeniem może – zupełnie niepotrzebnie i nieseksownie – poranić usta…

Dlatego jeśli zamierzasz się bawić w coś więcej niż przymocowanie drugiej strony do łóżka i doprowadzanie do skraju orgazmu raz po raz, bez oferowania spełnienia, zacznij się dokształcać z BHP dla zabawy oraz zainwestuj w jakość. To daleko ważniejsze niż posiadanie pokoju pełnego jakichś tam zabawek, byle by były.

Choć oczywiście jeśli będziesz mieć pokój pełen fajnych zabawek – rządzisz 😉